Wielokrotnie pisałem na tematy kulinarne, opisując ciekawostki związane z konsumpcją dań oraz napojów w różnych stronach świata.

Dzisiaj kawa
Cyweta i jej ulubione ziarenka kawy

Pośród owych napitków nie pomijałem tak zwanych używek, czyli alkoholu w różnych postaciach, charakterystycznych dla opisywanego regionu. Ostatnio napisałem nawet felieton o papierosach i cygarach, chociaż sam jestem niepalący. Jeśli chodzi o używki, to często określa się takim mianem również kawę. Nie mam pojęcia, czy słusznie, czy nie, ale co do mnie, to kawę pijam dla smaku. Z przyjemnością. Jako jedyny chyba gorący napój, bo jakże popularnej w Polsce codziennej herbaty nie piję prawie wcale.

Będę chciał mój felieton ubarwić zasłyszanymi anegdotkami, ale póki co, zacznijmy od wykładu na poważnie. Znany nam napój przyrządza się z czerwonych owoców wiecznie zielonych krzewów kawowców (coffea). Ich ziarna (pestki?) wypala się w wysokiej temperaturze do momentu, aż zaczynają pękać niby popcorn. Istnieją dwie odmiany krzewów coffea: robusta i arabica. Ta pierwsza, uprawiana w Brazylii i Azji, jest łatwa w uprawie i wydajna. Zawiera także więcej kofeiny. Ta druga, uprawiana w Ameryce Południowej i Afryce, jest trudniejsza w produkcji i mało wydajna, a także zawiera mniej kofeiny. Natomiast jej aromat znacznie góruje nad aromatem ziaren robusty, ceniona jest zatem znacznie wyżej od konkurentki. 70% światowej produkcji kawy, to odmiany arabiki. Przy okazji warto dodać, że najwyższe spożycie kawy na świecie wyróżnia kraje skandynawskie. My Polacy pijemy jej czterokrotnie mniej.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.